[KRÓTKO] Zmiana dni na UO - czy rozwiązanie jest nadal skuteczne?
wolne dziennikarstwo
<

[KRÓTKO] Zmiana dni na UO - czy rozwiązanie jest nadal skuteczne?

>


źródło: nudze-sie.pl



Na Uniwersytecie Opolskim istnieje zasada, wg której semestr musi posiadać 15 pełnych tygodni zajęć.
Efektem tego w ciągu roku (a w szczególności pod koniec) zdarza się dezorganizacja tygodnia w celu „nadrobienia” zaległości. Kończy się to tym, że w PONIEDZIAŁEK jest CZWARTEK, a we WTOREK PIĄTEK lub odwrotnie.

Zapis ten w regulaminie istniał od bardzo dawna, jednak jak się dowiedzieliśmy dopiero były Prorektor, Marek Grochalski zaczął przywiązywać do niego wagę i wymagać by był przestrzegany. Co ciekawe sytuacja ta rozpoczęła się po Katastrofie Smoleńskiej, kiedy to trzeba było zrobić wolne z powodu żałoby narodowej.

Aktualnie z egzekwowaniem tego zapisu bywa różnie. Niektórzy wykładowcy nie przestrzegają zaleceń i robią po swojemu. Tworzy się wtedy zamieszanie, na którym cierpią studenci, którzy w jednym dniu muszą pomieścić dwa – tylko dlatego, ze jakiś wykładowca ma te ustalenia w nosie.

JAK WY MYŚLICIE? Czy jest sens kontynuowania tej „tradycji”? Czy na innych wydziałach wykładowcy się do nich stosują? Czy powinniśmy przeboleć i zaakceptować „przepadające” dni w ciągu roku, a może potrzebna jest lepsza kontrola regulaminowych zaleceń?



CZEKAMY NA WASZE OPINIE! Nie bądź bierny – DYSKUTUJ!

To również TWOJA uczelnia!

Paweł Wojtun

To odrabiane częściej jest fikcją niż faktycznie ma miejsce. Na palcach jednej ręki policzyłbym ile razy faktycznie poniedziałek był czwartkiem a wtorek piątkiem...szczególnie, że w piątek zwykle zajęć nie miałem. Nie odczuwam, by to było jakieś problematyczne mówiąc szczerze, być może wynika to z tego, jak to wygląda w moim Instytucie.

Ania Gawlik

Jest to dobre tylko wtedy, jeśli odrabiany dzień jest dniem wolnym;) A tak serio, takie odrabianie dezorganizuje pracę instytutów. I w sumię często jest tak, że to, jakie zajęcia się odbywają, zależy od wykładowcy.

Michał Kosel

Albo wszyscy albo nikt! Tak powinno się podchodzić do tego typu zaleceń. Można przekładać dni dla celów wyrobienia odpowiedniej liczby godzin. Niestety aktualnie kończy się to tym, że jedni robią czwartek w poniedziałek, a Ci z poniedziałku mają to w nosie i robią normalne zajęcia.

Albo do pomysłu byłego rektora dostosują się wszyscy (studenci i wykładowcy) albo nie róbmy cyrków i przebolejmy to, że niektóre dni w semestrze po prostu przepadają.

Weronika SAHAR Litwin

Pomysł ma sens w teorii - nie przepadną zajęcia,student nie będzie pokrzywdzony o brak pewnej dawki wiedzy. W praktyce wygląda to tak, że wykładowcy związani ściśle z instytutem (w moim wypadku Instytutem Politologii) pilnują, żeby zajęcia odrobić. Inni "dochodzący" (np. redaktorzy z mediów) często o tym zapominają, albo nie wiedzą, z racji, że w placówce są z doskoku. Jest jeszcze trzecia grupa "wykładowców wypartych", którzy - kolokwialnie mówiąc - mają w nosie odrabianie i chcą przeprowadzić swoje, planowe zajęcia.
Więcej z tego biedy niż pożytku.

Julia Morgoń

Jak dla mnie- straszne zamieszanie. Nie wiem jak to jest na innych Instytutach, ale u mnie, na Instytucie Nauk Pedagogicznych i tak większość wykładowców się do tego nie stosuje. Jeśli ktoś ma z nami zajęcia w poniedziałek, to nawet pomimo tego, że poniedziałek jest czwartkiem- i tak chcą przeprowadzić z nami te zajęcia. A wykładowcy, z którymi powinniśmy odrabiać zajęcia czwartkowe- nie przychodzą. No bo po co  Jeśli wykładowca chce z nami odrobić jakieś swoje zajęcia- niech się z nami umówi indywidualnie.

Monika Bązi

U nas nie ma wykładowców, którzy prowadziliby swoje zajęcia, np. poniedziałkowe, wtedy, kiedy w poniedziałek jest czwartek. Ale też nie wszystkim wykładowcom chce się przychodzić i odrabiać wtedy zajęcia. Na swoim przykładzie nie widzę w tym żadnego problemu, ale inaczej odbywa się to w innych instytutach. Ogólnie pomysł jest dla mnie mało trafiony. My teraz w poniedziałek nie mieliśmy żadnych zajęć poniedziałkowych, a czwartkowe odbyły się jedne z czterech, bo prowadzący już wcześniej tak ustalili materiał pod kalendarz, że wszystko zostało zrobione lub odrobione w inny sposób.

Grzegorz Gasz

Za moich czasów... (jak to brzmi) tydzień czasem wyglądał dość ciekawie poniedziałek czwartek piątek piątek nigdy jakoś jednak tego nie odczułem zbyt boleśnie, ba na skutek zamieszania czasem nawet okazywało się ze mamy więcej czasu dla siebie. Osobiście takie przekładanie dni tygodnia, odrabianie piątków we wtorki jest bardzo korzystne, mówię o tym z punktu widzenia osoby dojeżdżającej, która to musiała jednak wsiadać specjalnie w pociąg/samochód i spędzać z w nim więcej czasu niż niekiedy na uczelni.

Mateusz Tusiński

Moim zdaniem sytuacja z tym całym przekładaniem, odrabianiem i innymi zarządzeniami wygląda tak, że to wykładowcy decydują czy coś będzie, a co sobie odwołają. Cóż to za problem, żeby skontaktować się z starostą i odwołać zajęcia. Studenci przecież nie przyjdą i nie będą się prosić by odrabiać zajęcia, więc wykładowcy jak i sami żacy są w tym momencie zadowoleni.
Tak to wygląda z mojej perspektywy.

Kornel Radecki

 Cały pomysł z odrabianiem jest słaby. Najczęściej jest tak, że jak w poniedziałek odrabiamy czwartek, to mamy zajęcia z obu dni. Wykładowcy się wytycznych nie stosują, robiąc zajęcia w cały świat, a później mówią, że to jest najdziwniejszy uniwersytet w Polsce, bo ma 17 poniedziałków, gdzie de facto jest ich 15, bo (jak to jest w tym semestrze) dwa są zagospodarowane na czwartek. Rodzi się wtedy paranoja, nikt nic nie wie, każdy robi po swojemu.


Wyświetlenia: 2915