[KRÓTKO] Wizyta w dziekanacie - horror czy mit? Jak wygląda to w rzeczywistości?
wolne dziennikarstwo
<

[KRÓTKO] Wizyta w dziekanacie - horror czy mit? Jak wygląda to w rzeczywistości?

>


Legendy o Paniach (potocznie znanych jako babki) z dziekanatu cieszą się dużym zainteresowaniem wśród studentów. Historie o tym, jak picie kawy jest ważniejsze od udzielenia informacji studentowi lub o tym, jak to student powinien być wdzięczny, że łaskawe Panie go obsłużyły krążą po polskich uczelniach od lat. Studenci zazwyczaj nie przepadają za wszelkimi instytucjami administracyjnymi na uczelni obawiając się, że biurokracja i papierologia przy jednoczesnym braku pomocy ze strony dziekanatu ich przerosną.


Szukaliśmy definicji, która najlepiej oddaje charakter „Pań z dziekanatu”. Znaleźliśmy w nonsensopedii:

Pani z dziekanatu – czeczeński najemnik, jedyna osoba na całej uczelni (wydziale, zakładzie, względnie w firmie), która posiada holistyczne spojrzenie na cały ten młyn, ewolucja wyposażyła ją w oczy z tyłu głowy (zamaskowane trwałą), ale zwykle zamieniane są na możliwość patrzenia w przeszłość, przyszłość i tryb przypuszczający. 

Moce nadprzyrodzone:

Oto lista typowych zdań, które o nich świadczą:

  • Dziekan będzie jutro do 14-tej;

  • Twój zagubiony indeks zostanie ci dostarczony przez osobę w zielonej kurtce;

  • Połknij czerwoną tabletkę;

  • Sowy nigdy nie są tym, czym zdają się być;

  • Dyrektora nie ma, jest na spotkaniu, ale z tego, co wiem, nie ma dla pani żadnej informacji.

    Po tej krótkiej charakterystyce chcieliśmy odnieść się do naszej Alma Mater - jak jest na Uniwersytecie Opolskim. Czy wizyty w dziekanatach to faktycznie HORROR czy jedynie MIT, który stracił już na aktualności?


    Przewodniczący Samorządu Studenckiego UO w ostatnim wywiadzie dla Wolnego-Dziennikarstwa deklarował ankietowanie  studentów w celu ustalenia poziomu obsługi w dziekanatach. Ankiety te zostały przeprowadzone w czerwcu i październiku. Jak deklaruje Krzysztof Ciecióra – ich wyniki będą brane pod uwagę podczas szkoleń pracowników dziekanatu w celu poprawy ich pracy.


    A jak jest WASZYM ZDANIEM? 
    -Czy dziekanaty pracują poprawnie? 
    -Czy zdarzyło Ci się mieć problemy z jakością obsługi w dziekanacie?
    -Czy "Panie z Dziekanatu" faktycznie są takie złe jak się o nich mówi, czy jest to już nieaktualny mit?
    -Czy jesteś zadowolony/na z ich pracy?


Nie bądź bierny! DYSKUTUJ! To jest również TWÓJ Uniwersytet!

______________________________________
Redaktor wydania: Michał Kosel

 

Michał Kosel

Moja opinia może dziwić, ale z administracją UO (przeróżną) mam styczność od praktycznie 4 lat i jeśli chodzi o Dziekanaty, a nawet Działy Spraw Studenta, to w moim przypadku nie mają sobie nic do zarzucenia.

Bez względu na to, czy chodzi o stypendia o wnioski, podpisy czy prozaiczne pytania, z pozoru wyglądające na głupie, to zawsze spotykałem się albo z zimnym profesjonalizmem, albo z ciepłym przyjęciem.

Może jestem wyjątkiem, ale nie spotkałem na swojej drodze, jeszcze, typowej "Babki" z dziekanatu, przynajmniej nie na wydziale H-P. Może na innych wydziałach sprawa ma się inaczej, ale zazwyczaj działa zasada "Jak Kuba Bogu..." więc jeśli podchodzimy do sprawy konkretnie i grzecznie (broń Cię Panie Boże roszczeniowo) to nie ma powodu by druga strona zachowała się inaczej. W przeciwnym razie należy to od razu zgłaszać do np. Samorządu, który w ostatnim czasie bada takie przypadki.

Były autor WD

W sumie to się zgadzam. 
Co prawda dział studenta, zgubił wszystkie (sic!) dokumenty, jakie ze sobą przywiozłem za pierwszym i późniejszym przyjazdem, ale kiedy okazało się, że nie dostałem się do akademika podczas pierwszej rekrutacji i przyjechałem zrobić małą awanturę, udało mi się sprawę rozwiązać.

Naturalnie dopiero po tym, jak teksty w stylu: „Czy pan na pewno tego nie wysyłał pocztą?” albo „A do kogo konkretnie pan te dokumenty przywiózł?” jasno wykazały po czyjej stronie leży wina.
Po krótkim odkupieniu, które np. w przeciwieństwie do dziekanatu we Wrocławiu jednak nastąpiło i wyraziło się w formie cichego przepraszam, przyznaję że panie były miłe i sympatyczne i koniec końców, znalazłem się na liście uzupełniającej.

Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie była do sytuacja którą dałoby się załatwić przez telefon. Trzeba było ruszyć swoją dupę do Opola.

Monika Bązi

Psychologia akurat ma bardzo fajny dziekanat. Wszystko da się załatwić. W ramach rozsądku oczywiście. Zdarzają się wpadki, np. mój indeks został zgubiony już 3 razy, ale za każdym razem dzwoniono do mnie z informacją, że się znalazł albo że ciągle go szukają:)

Do tej pory wszystko miałam pokazane, podbite czy podpisane wtedy, kiedy chciałam i poprosiłam. Wystarczy porozmawiać, a nie od razu żądać. 

A najgorsze w całej tej "dziekanatowej sytuacji" są kolejki. Chyba przez to większość ludzi nie lubi tam chodzić.

Ania Gawlik

Nie mnie się wypowiadać ogółem o dziekanatach UO, ale z pewnością zgadzam się, co do dziekanatu Psychologii. Pani zawsze pomocna, w razie potrzeby sama oddzwania do studenta. Pochwalic mogę też dziekanat Wydziału Teologicznego. Panie bardzo sympatyczne, zawsze uśmiechnięte i peeeełne cierpliwości.

Julia Morgoń

Trochę inną sytuację miałam ja, w dziekanacie HP. Prosząc naszą przemiłą Panią o możliwość skserowania mojego świadectwa usłyszałam: zadzwoń do mamusi żeby Ci wysłała. Po moim komentarzu trochę zbladła i skserowała mi go, zajęło jej to dosłownie 30 sekund. 
Jednak poza tą sytuacją nie miałam żadnych innych doświadczeń ani tych złych ani tych, dzięki którym mogłabym specjalnie pochwalić mój dziekanat. Bardzo neutralnie.


Wyświetlenia: 4239